czwartek, 27 marca 2014

Człowiek to brzmi dumnie

Jestem jaka jestem.Wierzę w co wierzę. Staram się żyć etycznie, nie krzywdząc innych, po prostu być "porządnym człowiekiem". Miarą naszego człowieczeństwa jest dla mnie stosunek do tych, którzy są w jakiś sposób od nas zależni - dzieci, ludzi starych i zwierząt. Zbulwersowały mnie ostatnie doniesienia z kopenhaskiego zoo.Ja rozumiem, nadmiar zwierząt, stare zwierzęta, których nie chcemy lub nie możemy trzymać na dożyciu. Ale jak można na oczach ludzi zabijać żyrafę i dawać jej mięso lwom? Nie wiem, czy dzieci, które na to patrzyły, nie zostaną skrzywdzone psychicznie już na zawsze, choć może nawet nie będą sobie z tego zdawały sprawy. Ale to wszystko, to tylko był impuls do tego, co chcę opisać. Niestety, na wsi zwierzęta są traktowane szalenie przedmiotowo. Krowa daje mleko, więc w miarę się o nią dba. Konie też się przydadzą, i kury. Ale psy i koty to już inna historia. Niemal w każdych zabudowaniach jest kot i pies, czasem nawet po kilka sztuk. Wieś, są myszy, więc koty się przydadzą. Psy też bo pilnują. Ale trzeba im dawać jeść, pić, szczepić. I tu dochodzimy do sedna. Nie daje się im jeść, pić - może same sobie znajdą - w końcu kot może łowić myszy, w kałużach jest woda, więc jaki to problem. Pies to trochę gorzej, ale suchy chleb zalany wodą powinien wystarczyć. Jasne, nie wszyscy tak postępują, nie uogólniajmy, ale jest to zjawisko zdecydowanie zbyt częste. No i sytuacja normalna w świecie zwierząt - ruja. Po co sterylizować sukę czy kocicę - urodzą się małe, to się je utopi. Przecież to takie proste, a sterylizacja kosztuje coś koło 80 zł ( tu są ceny duuużo niższe niż w mieście). A może psiaki czy kociaki same zdechną i będzie po kłopocie - suka czy kocica jest niedożywiona, więc i małe są słabe. W naszych okolicach jest wiele domków letniskowych. Przyjeżdżają ludzie na lato, niech się dzieciska cieszą, weźmiemy im pieska. Jesienią, gdy wracają ludzie do miast, piesek jest zbędny, no gdzież w pięknym domu w wielkim mieście jakiś wiejski kundel. Więc się go zostawia.Jesienią jest tu bardzo wiele błąkających się psów. Nieszczęśliwych.I teraz historia, której byłam naocznym świadkiem, a która niezmiernie mnie poruszyła . Było to wczesną wiosną ubiegłego roku. Do jednych ludzi przyplątała się suka, błąkała się już podobno od jesieni. Przygarnęli ją. Dali jeść, dom, pieszczoty, preparat odkleszczowy, bo była bardzo zakleszczona. Sunia odpłacała im całą sobą, cała była wielką miłością. Gdy "jej pani" wyjeżdżała samochodem, sunia kładła się w miejscu i czekała na nią, gdy pani wyjeżdżała konno lub szła na spacer sunia biegła razem z nią. Ale nie zdążyli jej wysterylizować. Urodziły się cudne szczeniaczki. Pani gotowała im płatki owsiane na mleku, dawała karmę dla szczeniąt. Szukali dla nich domu. Pewnego sierpniowego dnia pani szła do sklepu, sunia oczywiście razem z nią. I nagle zobaczyła na podwórku obcego psa. Pobiegła aby go wygonić. Pani wołała, ale sunia "goniła" obcego. Psy biegły wzdłuż jezdni, wąziutkim poboczem. Nagle nadjechał samochód. To nieważne, że teren zabudowany, grzejemy ile fabryka dała. Uderzył w psy, urwał zderzak i... pojechał dalej. Sunia żyła, ale jej stan był ciężki. Pani zawiozła ją do lekarza, dostała leki, ale szanse miała niewielkie. Jednak żyła. Kiedy pani wróciła z nią od lekarza (po ok. 1 h), ułożyła ją w cieniu nagle na podwórko przyszła jakaś kobieta z pytaniem kto zapłaci za jej urwany zderzak. Nie zainteresowała się stanem psów (ten drugi też był ranny, też pani zawiozła go do lekarza, też został opatrzony, a pani przez 3 dni dawała mu zastrzyki), ważny był tylko zderzak. Pani nie zapłaciła. Pomimo gróźb pójścia na policje przez sprawczynię wypadku do dziś policji nie było. Byli świadkowie z jaką prędkością jechał samochód, że psy nie wybiegły nagle na jezdnię tylko biegły wzdłuż niej i naprawdę można było przyhamować. Ale przecież to tylko psy. No i nic się nie stało, że psy ranne, zderzak to co innego. Sunia nie przeżyła. Odeszła, ale wierzę, że kilka ostatnich miesięcy była naprawdę szczęśliwa. Pani spotkała kiedyś w sklepie kobietę, która potrąciła psy. Była z mężem i nastoletnią córką. Pani usłyszała od męża kobiety, że jest wariatką, że może nawet płakała po psie i może nawet chodzi składać mu kwiatki na grobie. I ten szyderczy śmiech nastoletniej dziewczyny. Nic pani tak nie poruszyło jak właśnie reakcja dziewczyny. Straszne? Nie, żałosne. Bo ładna dziewczyna, młoda, ale z pustym wnętrzem. gdzieś zabrakło tego czegoś, co świadczy,że jesteśmy ludźmi. A może niektórzy nie są ludźmi tylko istotami człekopodobnymi?. Brakujące ogniwo? Kierujące się tylko tym co dla mnie jest dobre, wygodne i przyjemne? Nie martwiące się o inne stworzenia, które także czują, żyją? Nie jestem nawiedzoną ekolożką, nie uważam, że życie jednego robaczka jest ważniejsze niż rozwój i postęp ludzkości, choć uważam, że są pewne granice rozwoju i postępu. Ale są także pewne prawdy uniwersalne, niezależne od wiary, wykształcenia, pozycji człowieka. Te prawdy, które czynią nas ludźmi.  Lekarz weterynarii za opatrzenie i leki dla psów nie wziął ani grosza, stwierdzając, że jeszcze go stać aby psiakom pomóc i dać lekarstwa za darmo, choć przecież pani chciała zapłacić, szczególnie za "swoją" sunię. Mimo wszystko wierzę,że większość z nas jest ludźmi.I na koniec już, tą panią byłam ja a sunia nazywała się Mela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz