poniedziałek, 17 marca 2014

Jak było kiedyś

Było tak zwyczajnie. Praca nie przynosząca ani dochodów ani satysfakcji. Robiłam nie to, nie z tymi ludźmi. Ale tkwił we mnie strach przed zmianami. Choć wiedziałam, że się wypalam. Coraz częściej byłam zła na cały świat, niewiele mnie cieszyło. Tylko przy książce przenosiłam się w inną rzeczywistość. Czytałam od zawsze, wszystko, niektóre książki tylko raz, inne są ze mną stale. I w końcu podjęłam decyzję, że muszę coś zmienić. Wieś. Wieś znałam tylko z dzieciństwa, gdy bywałam u dziadków. Z rodzicami nie mieliśmy nawet działki. Mieszkałam w bloku, pozostawały więc rośliny doniczkowe. A na wsi nagle zaczęłam kopać, sadzić kwiaty, robić rozsady. Jaka byłam dumna, gdy wzeszły moje tulipany i Camassie, gdy posiane dalie karłowe stały się dużymi, mocnymi siewkami a wsadzone do gruntu rozrosły się tak, że nikt by nie powiedział, że są karłowe. W koszykach zawieszałam kwiaty z sadzonek kupionych na targu i biegałam z samego rana aby je podlać. Stwierdziłam, że to jest to co mnie cieszy, bawi, co chcę robić. Chcę mieć dom (a nie mieszkanie w bloku), wyjść latem z kawą na dwór, cieszyć się słońcem. Patrzeć na kwiaty, zwierzęta. Nie spieszyć się, nie gnać. Podjęłyśmy z córką decyzję i od 1.5 roku nie mamy telewizora. Czasem coś obejrzymy w internecie, ale to co chcemy i kiedy chcemy. Nie kupujemy codziennych gazet, wiadomości czytamy tylko te, które chcemy. Mamy nasze zwierzaki. A właściwie miałyśmy. Mieszkamy w centrum wsi, blisko dużej, ruchliwej drogi i niestety, stało się. Został nam już tylko kot, wyciągnięty niemal cudem spod kół ciężarówki. Naszego kochanego psa zagryzły wielkie psiska włóczące się po wsi w okresie rui suk.I został nam jeszcze koń. A teraz robimy kolejny krok. Odchodzimy stąd. Idziemy na swoje. Kupujemy własne gospodarstwo.Pomysł mamy - będę prowadzić własne gospodarstwo agroturystyczne. Koncepcję i wizję jak to ma wyglądać mam, trochę krucho z pieniędzmi, ale jakoś to będzie. Będę rozwijać swoje pasje, ogród, urządzanie domu, robótki ręczne. Ale jednocześnie chcę się spotykać z ludźmi, lubię ludzi, choć jak każdy czasami mam chęć się zaszyć "sama ze sobą". Będzie dobrze, musi być. Planu awaryjnego nie mam i nie chcę mieć. Najtrudniejsze było podjęcie decyzji, szczególnie tej o sprzedaży mieszkania w mieście. Bo to już powodowało, że nie ma możliwości cofnąć się. Podjęłam wszystkie decyzje i teraz idę naprzód. Proszę, trzymajcie za mnie kciuki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz