Uff, człowiek nienawykły do prac fizycznych. Jestem skonana, a przede mną jeszcze ogrom pracy. Siedlisko jest ogromne, 1 ha, i niestety było (bo już nie jest) strasznie zarośnięte. Owszem podwórko skoszone, ale na bokach pokrzywa i barszcz mojego wzrostu (ułomek nie jestem, mam 1,70 m). Sama ścinałabym to do uśmiechniętej śmierci, więc poprosiłam o pomoc chłopaków ze wsi. Przyszli z kosami spalinowymi i w 3 dni uporali się z całością. Jak teraz pięknie. Ja natomiast wycinałam i zwijałam stary drut kolczasty (poprzedni właściciele chyba szykowali się na wojnę i robili zasieki). Nie ma nic gorszego i niebezpieczniejszego niż drut kolczasty, i dla ludzi i dla zwierząt. Nożyce do drutu i poszło. Dziś stwierdziłam, że zobaczę jak się mają moje maliny i porzeczki. Kiepsko. Ale tak naprawdę nic dziwnego. Zarośnięte toto zielskiem wyższym niż one, to i walczyć musiały o światło i wodę. Zrobiłam tam porządek i teraz nawet można wejść poszukać malin bez obaw poparzenia pokrzywą. Tutaj w Lisach działa stowarzyszenie, które ma za zadanie rozpropagować wieś w "dalszym świecie". Muszę powiedzieć, że byłam wczoraj na zebraniu i jestem pod dużym wrażeniem. Już 5 czy 6 raz organizują Lisowisko (6 lipca) - festyn , w sierpniu będą Zażynki - pokaz jak w dawnych czasach rozpoczynało się żniwa. W ogóle w powiecie gołdapskim sporo jest imprez kulturalnych, sportowych. Serdecznie wszystkich zapraszam, jeśli będziecie w pobliżu koniecznie przyjedźcie na nasze Lisowisko i Zażynki. A ja spokojnie, odpoczęłam po obiadku i idę dalej w chaszczory.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz