poniedziałek, 21 lipca 2014

Lato w Lisach

Już od miesiąca mieszkam w Lisach. I z każdym dniem coraz bardziej czuję, że jest to moje miejsce na ziemi. Z wyboru, nie z konieczności. Ale na razie, w domu "sajgon". Niestety, instalacja centralnego była, "delikatnie mówiąc", bardzo dziwnie, po partacku przerobiona. Rury szły przez środek ścian, pompka była nie na tej rurze, w piecu grasowały małe, nielubiane przeze mnie stworzonka. Podłoga w kuchni cała chodziła. Okazało się, że legary pod deskami są całkiem zgniłe. Rozwaliłam piec, założyłam ogrzewanie podłogowe i od 2 tygodni żyję na betonie, z kuchnią i łazienką w jednym. Ale istnieje szansa, że zaraz będzie koniec. I będzie pięknie. Meble do kuchni zamówione, koza kupiona, tak jak płytki. Jeszcze tylko zlewozmywak i płyta gazowa. A co do moich projektów przerobienia budynku gospodarczego na pokoje. Wniosek do gminy złożony, leży i dojrzewa. A projektant za projekt dziś zaśpiewał mi 20 tys zł. Będę szukała innego, bo taka kwota jest wg mnie ostro wygórowana. Tym bardziej, że ja przecież nie buduję nowego domu. Mury stoją, strop jest, to ma być tylko adaptacja. Może w Gołdapi albo Kruklankach znajdę kogoś, kto to zrobi za rozsądną cenę. Szkoda tylko, że jest sezon wakacyjny, bo to może wszystko przedłużyć. Ale o środki pomocowe i tak mogę starać się dopiero na przyszły rok, bo teraz już nie ma.
Pogoda nam dopisuje, słońce grzeje, czasem popada leciutki deszczyk (w blasku słońca), pszczoły i inne bzykadła latają, niestety te gryzące też. W gnieździe bocianim wesoło. Cztery młode uczą się latać. Ależ to śmiesznie wygląda. Machają skrzydłami i jak się któremuś uda wreszcie wzbić w powietrze to śmiech ogarnia w chwili lądowania. Na rozkraczonych nogach na głowach pozostałego w gnieździe rodzeństwa. Mniej wesoło jest natomiast o 5 rano, gdy jakieś 20 m od domu zaczynają wrzeszczeć żurawie. A potrafią jazgotać. To nieprawdopodobne jak głośno. Ale są piękne. Ostatnio na naszej łące chodziły sobie dostojnie 2 żurawie a wokoło skakały trzy zające.
Niedaleko jest rzeczka. Jest w granicy mojej działki, ale dostęp tu jest utrudniony, bo wysoki brzeg. Kawałek dalej jest jednak miejsce, gdzie kiedyś był mostek. Fajnie jest tam pójść z koniem i psami. Chlapanie odchodzi na całego. A potem spokojny spacer do domu, polną drogą pośród pól i kwitnących chwaściorów. Super.
Posiłki jadamy na dworze. Zainwestowałam w porządny stół ogrodowy i parasol. Fajnie jest tak sobie zjadać śniadanie czy obiad na powietrzu. Kawa czy inny napój też smakuje o niebo lepiej na dworze. A już własne (no od własnych kur) jaja - ich smak jest niebiański. szkoda, że dwie kury są stare i na jesieni będzie trzeba zrobić im "kęsim". Chyba tylko smak rosołu z takiej kury wynagrodzi nam tę stratę.
Pozdrawiam wszystkich czytelników wakacyjnie, słonecznie i zapraszam na Mazury. To jest naprawdę "cud natury". Buziaki.











1 komentarz:

  1. Dobry wieczór!
    I co teraz po dwóch latach? Udało się z tą agroturystyką? :)

    OdpowiedzUsuń