Pogoda nam dopisuje, słońce grzeje, czasem popada leciutki deszczyk (w blasku słońca), pszczoły i inne bzykadła latają, niestety te gryzące też. W gnieździe bocianim wesoło. Cztery młode uczą się latać. Ależ to śmiesznie wygląda. Machają skrzydłami i jak się któremuś uda wreszcie wzbić w powietrze to śmiech ogarnia w chwili lądowania. Na rozkraczonych nogach na głowach pozostałego w gnieździe rodzeństwa. Mniej wesoło jest natomiast o 5 rano, gdy jakieś 20 m od domu zaczynają wrzeszczeć żurawie. A potrafią jazgotać. To nieprawdopodobne jak głośno. Ale są piękne. Ostatnio na naszej łące chodziły sobie dostojnie 2 żurawie a wokoło skakały trzy zające.
Niedaleko jest rzeczka. Jest w granicy mojej działki, ale dostęp tu jest utrudniony, bo wysoki brzeg. Kawałek dalej jest jednak miejsce, gdzie kiedyś był mostek. Fajnie jest tam pójść z koniem i psami. Chlapanie odchodzi na całego. A potem spokojny spacer do domu, polną drogą pośród pól i kwitnących chwaściorów. Super.
Posiłki jadamy na dworze. Zainwestowałam w porządny stół ogrodowy i parasol. Fajnie jest tak sobie zjadać śniadanie czy obiad na powietrzu. Kawa czy inny napój też smakuje o niebo lepiej na dworze. A już własne (no od własnych kur) jaja - ich smak jest niebiański. szkoda, że dwie kury są stare i na jesieni będzie trzeba zrobić im "kęsim". Chyba tylko smak rosołu z takiej kury wynagrodzi nam tę stratę.
Pozdrawiam wszystkich czytelników wakacyjnie, słonecznie i zapraszam na Mazury. To jest naprawdę "cud natury". Buziaki.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

Dobry wieczór!
OdpowiedzUsuńI co teraz po dwóch latach? Udało się z tą agroturystyką? :)